Banki czerpały ogromne korzyści z kredytów walutowych, zwłaszcza takich jak kredyt we frankach Kraków, przede wszystkim dzięki narzucaniu własnych kursów walut i stosowaniu tzw. spreadów – różnic między kursem kupna a sprzedaży. Działało to na niekorzyść kredytobiorcy: przy wypłacie kredytu używano niższego kursu kupna, a przy spłacie rat – wyższego kursu sprzedaży. Różnice te generowały bankom tysiące złotych dodatkowego zysku od jednego klienta.
W 2009 roku KNF wprowadziła rekomendację, a dwa lata później weszła w życie ustawa antyspreadowa. Umożliwiły one spłatę kredytów bezpośrednio we franku szwajcarskim, bez przewalutowań po niekorzystnych kursach banku. Mimo to sądy oceniają umowy według stanu z dnia ich zawarcia, a nie na podstawie późniejszych zmian.
Banki tłumaczą dziś, że nie były w stanie przewidzieć kierunku zmian kursu franka, jednak ich tłumaczenia nie przekonują. Zastosowane mechanizmy przeliczeniowe, z wyłączeniem wiedzy i kontroli klienta, świadczą o czymś innym.
Spread walutowy – sposób na obejście prawa bankowego
Przyczyną masowego unieważniania kredytów frankowych w sądach są nie tylko klauzule abuzywne. Umowy te zawierały również szereg zapisów sprzecznych z prawem bankowym. Bank może zarabiać jedynie na odsetkach i prowizjach – dodatkowe źródła dochodu są niedozwolone. Tymczasem banki czerpały zysk z różnic kursowych, co formalnie stanowiło obchodzenie przepisów.
Stosowanie dwóch kursów – kupna przy wypłacie kredytu i sprzedaży przy spłacie rat – pozwalało bankom na naliczanie wyższych rat oraz uzyskiwanie nielegalnego zysku. Co więcej, od tak sztucznie zawyżonego zadłużenia naliczano jeszcze odsetki. Takie działanie banków, według prawników, podważa zgodność umów z ustawą i daje podstawy do ich unieważnienia.
Dodatkowo, klienci byli wprowadzani w błąd – nie informowano ich rzetelnie o mechanizmach indeksacji i zasadach ustalania kursów. Często banki stosowały osobne tabele kursowe dla kredytów frankowych, mniej korzystne niż te dla innych produktów.
Dopiero po wejściu w życie rekomendacji i ustawy antyspreadowej kredytobiorcy mogli spłacać raty bezpośrednio we frankach. Jednak nawet to nie zmienia faktu, że w chwili podpisania umowy warunki były nieprzejrzyste i jednostronnie ustalane przez banki – co dla sądów pozostaje kluczowe przy ocenie ważności kontraktów.
Banki nie ostrzegły klientów o realnym ryzyku
Banki dziś twierdzą, że nie mogły przewidzieć wzrostu kursu franka, sugerując, że działały w dobrej wierze. Tymczasem na etapie informowania klientów o ryzyku przedstawiały wyłącznie wycinek historii kursu CHF – pomijając lata 1993–2004, kiedy to frank zdrożał niemal dwukrotnie. Takie podejście dawało klientom fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Kredyty frankowe były zobowiązaniami długoterminowymi, często na 20–40 lat. Tymczasem banki opierały swoje prognozy na kilkuletnim okresie względnej stabilizacji franka. Nie wspominano o możliwości gwałtownego wzrostu kursu, choć banki – jako profesjonaliści w dziedzinie finansów – powinny taką ewentualność uwzględniać. Zaniechanie to stało się kolejnym argumentem za unieważnianiem umów, które sądy coraz częściej przyjmują.