To otwiera nowy rozdział w sporze dotyczącym kredytów waloryzowanych kursem franka szwajcarskiego. Konsumenci, którzy przez lata zmagali się z toksycznymi umowami, chcą teraz pociągnąć instytucje państwowe do odpowiedzialności za bierność wobec ryzykownych produktów finansowych oferowanych przez banki.
Zarzuty wobec państwa i nadzoru
Pozew grupowy dotyczy przede wszystkim działań i zaniechań instytucji państwowych, które – jak twierdzą kredytobiorcy – miały świadomość ryzyka związanego z tzw. kredytami frankowymi, ale nie podjęły wystarczających kroków, by ochronić konsumentów. Szczególną rolę przypisuje się Komisji Nadzoru Finansowego, która ich zdaniem nie wywiązała się z obowiązków regulacyjnych na czas.
Rekomendacje dla sektora bankowego pojawiły się dopiero w 2006 roku, gdy boom na kredyty frankowe był już w pełni rozwinięty. W ocenie frankowiczów, nawet wówczas były one niewystarczające – przewidywały jedynie symulację wahań kursowych o ok. 19%, co w żaden sposób nie odzwierciedlało rzeczywistego ryzyka walutowego.
O co walczą frankowicze?
Głównym celem pozwu jest nie tylko wykazanie winy Skarbu Państwa i UKNF, ale również uzyskanie odszkodowań – zarówno za straty finansowe, jak i za szkody o charakterze niemajątkowym, takie jak stres, niepewność czy długotrwałe obciążenie psychiczne wynikające z zadłużenia. Sprawa toczyć się będzie przed Sądem Okręgowym w Warszawie, a po ogłoszeniu rozpoczęcia postępowania osoby zainteresowane będą mogły do niego przystąpić.
Polityczny kontekst i reakcje instytucji
Na razie UKNF nie komentuje oficjalnie sprawy, choć jej przedstawiciele wciąż aktywnie wypowiadają się w mediach na temat kredytów frankowych. Równolegle trwają prace nad tzw. „systemowym rozwiązaniem” problemu kredytów waloryzowanych kursem franka, ale frankowicze nie wierzą w bezstronność tych działań. Obawiają się, że nowa ustawa – jeśli powstanie – może służyć głównie interesom sektora bankowego, nie konsumentom.
Co istotne, politycy dotąd unikali angażowania się w tworzenie prawa, które mogłoby uregulować sytuację frankowiczów. Obecny moment – tuż przed spodziewanym wyrokiem TSUE w sprawie tzw. wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału – jest szczególnie gorący.
Co może oznaczać wygrana frankowiczów?
Jeśli sąd przyzna rację konsumentom, może to oznaczać początek szerokiej odpowiedzialności państwa za brak nadzoru nad sektorem bankowym. W konsekwencji możliwe stanie się dochodzenie roszczeń przez kredytobiorców w uproszczonym postępowaniu cywilnym – także tych, którzy spłacili już swoje kredyty, ale ponieśli przy tym realne straty.
Frankowicze, którzy dotąd walczyli indywidualnie, zaczynają działać wspólnie. To sygnał, że temat nie znika, a raczej przybiera nową, silniejszą formę. Dla państwa może to oznaczać nie tylko konieczność rozliczenia się z przeszłością, ale i gruntowne przemyślenie dotychczasowego podejścia do ochrony konsumentów na rynku finansowym.