Jednak sektor bankowy doskonale wie, że temat rozliczeń z frankowiczami nie zniknie w krótkim czasie – ten proces może trwać znacznie dłużej niż aktualnie obowiązujące wysokie stopy procentowe. Z tego powodu banki coraz intensywniej liczą na interwencję państwa – najlepiej taką, która przejmie część kosztów lub przynajmniej utrudni kredytobiorcom ścieżkę sądową. Na ten moment politycy trzymają się z dala od otwartego wspierania sektora, jednak KNF działa bardziej zdecydowanie – instytucja ta pracuje nad projektem ustawy, która ma pomóc bankom w uporządkowaniu skutków frankowego kryzysu.

Warto przypomnieć, że przez wiele lat banki stanowczo sprzeciwiały się jakimkolwiek próbom ustawowego uregulowania sporów frankowych. Straszyły konsekwencjami gospodarczymi, pozwami przeciwko Skarbowi Państwa i niezgodnością takich rozwiązań z Konstytucją. Tymczasem dziś, gdy przegrywają sprawy w sądach i klienci nie chcą słyszeć o ugodach, sektor zaczyna postulować... dokładnie te same rozwiązania, które wcześniej torpedował. Rząd, zmęczony tym obrotem spraw, nie jest chętny do angażowania się po stronie banków. Zupełnie inaczej sytuację postrzega KNF, która już ma gotowe pomysły na to, jak – w imię „systemowego podejścia” – zabezpieczyć interesy kredytodawców.

Ugody z frankowiczami – nawet jeśli teoretycznie wymagają zgody obu stron – w praktyce są narzędziem przygotowanym głównie z myślą o bankach. Jeszcze do niedawna kredytobiorcy nie mieli wpływu na ich kształt. To banki narzucały warunki, a klient mógł jedynie zdecydować, czy się na nie zgodzi, czy nie. Dziś sytuacja się odwróciła. Kredytobiorcy nie są już zainteresowani ugodami, a banki próbują je uatrakcyjnić – obiecują lepsze oprocentowanie czy większe umorzenia. Jednak dla wielu frankowiczów to nadal za mało. Widząc prokonsumenckie wyroki sądów i mając świadomość, że TSUE wypowiedział się jednoznacznie niekorzystnie dla sektora bankowego w sprawie wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału, coraz więcej osób decyduje się na pozew, a nie na kompromis.

Banki są świadome, że wyrok Trybunału może wywołać lawinę kolejnych spraw i wymusi na nich korekty w rezerwach finansowych. Dla niektórych, jak mBank czy Millennium, może to być bardzo poważne wyzwanie, zważywszy na ich niewystarczające kapitały własne. Im większy problem z wypłacalnością, tym częściej zarządy takich banków wypowiadają się publicznie, nawołując do przyjęcia „systemowego rozwiązania”, które w praktyce miałoby ulżyć głównie kredytodawcom.