Twierdziły, że korzystne rozstrzygnięcie dla frankowiczów będzie katastrofą dla całej gospodarki. Tymczasem to, co TSUE miał potwierdzić, było już od dawna oczywiste – banki nie mają prawa żądać wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, jeśli umowa kredytowa została unieważniona z powodu wad prawnych. Żaden sąd w Polsce nie przyznał bankowi takiego roszczenia, a opinia Rzecznika Generalnego TSUE jasno zapowiedziała, że banki przegrają tę batalię.

Banki tracą „straszaka” – czyli koniec z szantażem pozwem

Największą stratą dla sektora bankowego nie jest sam fakt przegranej przed TSUE, lecz to, że tracą narzędzie nacisku, którym skutecznie powstrzymywały wielu frankowiczów przed pójściem do sądu. Przez wiele miesięcy banki straszyły kredytobiorców pozwami o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, nawet zanim ci zdążyli złożyć pozew o unieważnienie umowy. Część klientów ugięła się i zawarła niekorzystne ugody, inni zrezygnowali z walki o swoje prawa.

TSUE jasno stwierdził: bankom nic się nie należy ponad zwrot udzielonego kapitału. Koniec, kropka. To oznacza jedno – kolejna fala pozwów właśnie nadciąga. Będzie to prawdopodobnie największa fala w historii sporów frankowych, a coraz więcej osób decyduje się na współpracę z wyspecjalizowanym pełnomocnikiem – kredyt we frankach adwokat Kraków staje się jedną z najczęściej wpisywanych fraz w wyszukiwarkach przez poszukujących pomocy kredytobiorców

Podwójny cios dla sektora bankowego

TSUE nie tylko odebrał bankom prawo do dodatkowego wynagrodzenia – dał też zielone światło dla frankowiczów do występowania z własnymi roszczeniami. Kredytobiorcy będą mogli żądać od banków odszkodowań, waloryzacji czy zadośćuczynień za lata obowiązywania nieuczciwej umowy. Banki są wściekłe – bo dla nich to za dużo. Darmowe kredyty i jeszcze dalsze roszczenia? Tego się nie spodziewali.

Czy wszyscy za to zapłacimy?

Według szacunków Komisji Nadzoru Finansowego, skutki przegranego przez banki sporu mogą kosztować sektor nawet 110 miliardów złotych. Konieczne będzie zwiększenie rezerw na ryzyko prawne, a to może odbić się na dostępności kredytów – zwłaszcza inwestycyjnych i długoterminowych. Ostatecznie więc ucierpieć może nie tylko sektor bankowy, ale i gospodarka – spowolnienie akcji kredytowej oznacza mniej środków na rozwój i inwestycje.

Dlaczego frankowicze nie chcą ugód?

Bo wiedzą, że mogą zyskać dużo więcej na drodze sądowej. Banki oferują ugody, w których kredyt jest przewalutowywany na złotówki, ale kredytobiorca dalej go spłaca – często z wyższym oprocentowaniem i bez szansy na odzyskanie nadpłat. Tymczasem w sądzie frankowicz może odzyskać dziesiątki, a nawet setki tysięcy złotych – i raz na zawsze pozbyć się toksycznej umowy. To nie „darmowy prezent”, jak chcą to przedstawiać banki. To rekompensata za lata łamania praw konsumenta.